Jesteśmy ochrzczeni ...

 

Strona główna
O nas
Historia
Nasze wyjazdy
K A Z A N I A
ROZWAŻANIA
Anegdotki ;)
Linki
Aktualności
Kontakt

 

Nowość !!!  Zobacz AKTUALNOŚCI

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jesteśmy ochrzczeni w śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa!

 

 

Czy nie wiecie, że my wszyscy, ochrzczeni w Chrystusa Jezusa, w śmierć jego zostaliśmy ochrzczeni? Pogrzebani tedy jesteśmy wraz z nim przez chrzest w śmierć, abyśmy jak Chrystus wskrzeszony został z martwych przez chwałę Ojca, tak i my nowe życie prowadzili. Bo jeśli wrośliśmy w podobieństwo jego śmierci, wrośniemy również w podobieństwo jego zmartwychwstania, wiedząc to, że nasz stary człowiek został wespół z nim ukrzyżowany, aby grzeszne ciało zostało unicestwione, byśmy już nadal nie służyli grzechowi; kto bowiem umarł, uwolniony jest od grzechu. Jeśli tedy umarliśmy z Chrystusem, wierzymy, że też z nim żyć będziemy, wiedząc, że zmartwychwzbudzony Chrystus już nie umiera, śmierć nad nim już nie panuje. Umarłszy bowiem, dla grzechu raz na zawsze umarł, a żyjąc, żyje dla Boga. Podobnie i wy uważajcie siebie za umarłych dla grzechu, a za żyjących dla Boga w Chrystusie Jezusie, Panu naszym. (Rz 6, 3-11)

 

 

 

 

         Drogie siostry i bracia w Panu naszym Jezusie Chrystusie. Za podstawę naszego rozważania wybrałem fragment listu do Rzymian. W słowach tych do nas skierowanych ap. Paweł mówi nam o pojednaniu z Chrystusem, co niweczy grzech i jego moc. Aby dokładnie i poprawnie zrozumieć ten tekst musimy sięgnąć do wcześniejszych słów Pawła, gdzie mówi on o upadku w grzech przez Adama i o zbawieniu w Chrystusie. Drodzy doskonale wiemy, co miało miejsce w Raju. Kiedy to pierwsi ludzie żyli w bliskości Boga, i tą bliskość z własnej winy utracili. Tam poprzez nieposłuszeństwo jednego człowieka grzech wszedł na świat a przez grzech i śmierć, która jest jego konsekwencją. Zaś Bóg w swojej nieograniczonej miłości daje nam swojego syna jako dar łaski dla wszystkich. Ta łaska, ten dar przychodzi do nas z zewnątrz, od Boga w Jezusie Chrystusie, nie od nas, nie z naszej zasługi i tak możemy zawołać za ap. Pawłem jak przez upadek jednego człowieka przyszło potępienie na wszystkich ludzi, tak też przez dzieło usprawiedliwienia jednego przyszło dla wszystkich ludzi usprawiedliwienie ku żywotowi. Albo innymi słowami albowiem jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy zostają ożywieni.

         Drodzy pozwólcie, że podzielę się z wami pewnymi spostrzeżeniami na temat tego tekstu. Gdy go czytamy odbieramy wrażenie, że nie pierwszy zbór w Rzymie słyszał o tej nauce, na takie spostrzeżenie kieruje nas pytanie ap. czyż nie wiecie…? Z tego wynika, że ap. naucza o rzeczach wiadomych słuchaczom. Ta prawda o istocie chrztu, czyli o współumieraniu chrześcijanina z Chrystusem, staje się w gruncie rzeczy prawem do dziedzictwa w Królestwie Bożym. Gdy czytamy grecki oryginał dostrzegamy, iż określenie chrztu zostało użyte w czasie mówiącym o jednorazowym akcie historycznym, więc tylko raz to się wydarzyło i już się nie powtórzy, chodzi tutaj o śmierć Chrystusa, w której to zostaliśmy zanurzeni poprzez chrzest i oczyszczeni. Podobnie jak przedtem wszystkich nas objęła śmierć pierwszego Adama. Tak teraz objęło nas życie dzięki Chrystusowi. Dalej maluje przed nami ap. Paweł obraz, który przedstawia chrzest. Woda, do której zstępuje człowiek, aby przyjąć chrzest, jest symbolem grobu Jezusa. Wyjście zaś z tej wody to obraz zmartwychwstania Zbawiciela. W kolejnym wersecie czytamy o tym, że zostaliśmy współukrzyżowani z Chrystusem. Krzyż nie jest końcem, lecz początkiem prawdziwego chrześcijańskiego życia, toteż ważne jest chrzczenie dzieci, aby i one mogły od początku swego życia kroczyć razem z Bogiem i aby one zostały obdarowane bezcenną łaską Bożą. W wersecie tym ap. używa określeń stary i nowy człowiek. Co on przez to rozumie? Ap chce nam przekazać, że ten stary człowiek – Adam – jest symbolem zła i grzechu, zaś nowy - nawróceniem, dobrem, zjednoczeniem z Chrystusem. W momencie śmierci Chrystusa grzech stracił władzę nad człowiekiem i pojawia się niezwykły paradoks, gdyż śmierć staje się życiodajną siłą, śmierć staje się tryumfem życia. Gdy Chrystus żył na ziemi to żył dla nas i dla nas też umarł, aby spłacić nasz dług i abyśmy dzięki Jego zmartwychwstaniu, powstali do życia w Bożej chwale. Drodzy jedno musimy zapamiętać droga Jezusa jest tez nasza drogą. Przez to nawołuje nas ap. Paweł do nieustannego naśladowania Jezusa.

Drogie siostry i bracia dzisiejszy tekst zawiera specyficzną budowę. Gdy dobrze się w czytamy w jego treść zauważymy, że jest mowa o dwóch kluczowych momentach w życiu człowieka. Czytamy o chrzcie człowieka i tym, co on przynosi, jak również czytamy o śmierci. Jest to zdumiewający układ, jaki użył apostoł Paweł w tych dziewięciu wersetach. W tym krótkim fragmencie zawarł całe życie człowieka i jego cel. Paweł pisze o chrzcie: ochrzczeni w Jezusa Chrystusa jesteśmy. Jezus pozostawił nam nakaz misyjny, który otrzymali uczniowie Jego, tuż przed wniebowstąpieniem: idźcie, tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody chrzcząc je w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Są to drodzy słowa ustanowienia sakramentu Chrztu Świętego, w sakramencie tym mamy do czynienia z widzialnym znakiem, czyli wodą, która trzykrotnie polewamy chrzczonego oraz Słowem Bożym, przez co otrzymujemy niewidzialną łaskę Bożą. I to drodzy jest ten moment, który warto podkreślić. Dziecko w czasie chrztu jest nieświadome, co tak właściwie się z nim dzieje i dzięki temu nie rości sobie praw do jakiejkolwiek zasługi, gdyż to jest wyjście Boga do człowieka a nie odwrotnie! To Bóg poprzez chrzest włącza nas do swojej społeczności, to jest jego dar, nieoceniony i nikt nie może sam na niego zapracować. Jednak musi być też obecna wiara. Jest to wiara rodziców i rodziców chrzestnych, którzy ślubują przekazanie jej swojemu dziecku. W chrzcie darowana nam jest nieograniczona łaska i miłość Boża. Jednakże to nie koniec ten dar staje się dla nas zadaniem najpierw jednakże dla naszych rodziców. Chrzest stanowi dopiero początek, który musi mieć ciąg dalszy, czyli wychowanie do świadomego chrześcijaństwa. To wyjście Boga do człowieka staje się swego rodzaju fundamentem, na którym trzeba budować wiarę i bezgraniczne zaufanie Bogu. Zawsze, gdy mówię o chrzcie ukazuje mi się przed oczami obraz pewnego księdza, który stanowi dla mnie nieoceniony przykład i jego słowa, gdy podczas chrztu wręczał rodzicom Pismo Święte: oto Pismo, które jako pierwsze czytajcie swojemu dziecku, a potem nauczcie swoje dziecko je czytać samodzielnie niech się stanie przewodnikiem w jego życiu. I to zadanie należy do rodziców i rodziców chrzestnych Tymczasem zadajmy sobie pytanie, ilu rodziców spełnia to zadanie? Musimy przyznać, że niestety często zostaje zaniedbany ten obowiązek, często zwalamy religijne wychowanie dzieci na księdza, bo przecież on jest od tego. Tak jest od tego, aby nauczać i przypominać dzieciom, młodzieży i też dorosłym, kim jest Chrystus i co dla nas uczynił. Ale nauka o Bożym dziele powinna również wychodzić z domów. Często skutkiem takiego zaniedbania jest to, że młodzi ludzie tracą kontakt z Kościołem, z zwiastowanym w nim Słowem Bożym, więc, na czym budować się ma ich wiara? Można powiedzieć, że stają się „letnimi” chrześcijanami, gdyż niby coś wiedzą o Bogu, niby nie. Jak młodzi ludzie, którzy nie spotykają się z Słowem Bożym maja poznać dobra nowinę? Czyli ewangelię, bo tak z języka greckiego tłumaczy się słowo euaggelion, a ta nowina brzmi ochrzczeni w Jezusa Chrystusa w śmierci Jego zostaliśmy ochrzczeni…, Bo jeśli wrośliśmy w podobieństwo jego śmierci, wrośniemy również w podobieństwo jego zmartwychwstania. Czyli mówiąc innymi słowy, tak jak Chrystus umarł i zmartwychwstał, tak i my umrzemy i w Chrystusie zmartwychwstaniemy ku żywotowi wiecznemu.

Drodzy! Jezusowe zapewnienie i błogosławieństwo, jakie w dniu wniebowstąpienia otrzymali apostołowie i również, o którym mówi dziś do nas ap. Paweł, budziło w nich radość i nadzieję. Budziło w nich wiarę i ufność, która pozwoliła im znieść najcięższe nawet przeciwności. To dzięki temu ostatniemu rozesłaniu mogli pokonywać setki kilometrów, aby głosić dobrą nowinę o Zmartwychwstałym Chrystusie. To dzięki nim możemy dziś żyć tą samą nadzieją, jaką oni żyli. Nadzieją życia wiecznego i zbawienia. To ostatnie spotkanie podbudowało i umocniło ich wiarę. Te ostatnie słowa Jezusa pozwoliły naszym przodkom pokonać prześladowania, bronić swojej wiary i przekonań. Jak liczne były tłumy na tych tajnych, leśnych nabożeństwach, z radością jechali dwa dni powozami konnymi, aby słuchać kazań swojego pastora?!

 Drodzy pewna starsza osoba opowiedziała mi, z jakimi problemami borykali się w czasach, gdy była bardzo młoda. Powiem szczerze, że historia ta utkwiła mi w pamięci aż do dnia dzisiejszego. Do kościoła w Cieszynie rodzina ta miała parędziesiąt kilometrów, i co niedzielę szli kilka godzin na nabożeństwo. W zimie przez zaspy, czas  podróży wydłużał się jeszcze bardziej, zaś podczas lata szli bosa, aby przyoszczędzić obuwie i dopiero przed samym kościołem ubierali buty. Jednakże drodzy cała rodzina, co niedzielę szła do kościoła, młodsi i starsi. Każdy czekał na ten dzień, aby pójść i słuchać Słowa Bożego. Nie potrzebowali jakiś specjalnych zachęceń, szli z radością a po drodze śpiewali pieśni. A dziś, droga siostro i bracie, w tym tak nowoczesnym i zmotoryzowanym świecie, zamiast być lepiej, jest gorzej. Czy my czasem nie odrzucamy Jezusa i Jego ewangelii?

Zastanówmy się jak dziś wygląda to nasze życie kościelne w czasach szeroko rozumianej wolności wyznania? Smutek ogarnia człowieka, kiedy dużym kościele widzi tylko parę osób. Rozmawiając z jednym z naszych współwyznawców, jest to osoba już starsza, zauważyłem, smutek i żal w jego oczach, kiedy wspominał jak dawniej w każdą niedzielę ławki w jego rodzinnym Kościele były zapełnione nierzadko aż po brzegi, a teraz mówi, że spotyka tylko kilka osób na nabożeństwie.

Drodzy! Niech każdy z nas podczas niedzielnego nabożeństwa spojrzy obok, czy sąsiad z naszej ławki, który z reguły siada przy nas jest w Kościele, jeśli tak to wspaniale i umacniajmy się nawzajem wspólnym uczestnictwem w nabożeństwach, jeśli jednak nie, to zróbmy wszystko, co w naszej mocy, aby w przyszłą niedzielę zasiadł tuż obok nas.

Rodzice! Nie pozwólcie, aby dzieci wasze z daleka omijały Kościół, gdyż jest to przykre, kiedy dzieci nie wiedzą, co ich różni od innych. Żono, mężu! Wiem, że nie raz po całym tygodniu pracy nie mamy sił, by wybrać się na nabożeństwo, albo to trzeba obiad ugotować, jednak przyjdźcie razem, jeśli bowiem na tyle mieliście dobrej woli, aby przyjść, Bóg na pewno da wam dużo więcej sił, aby wykonać wszystkie codzienne obowiązki. Nie zmarnujmy tego, o co walczyli apostołowie, nie zmarnujmy łez i bólu, jakie musieli znieść nasi ojcowie, aby wytrwać w swoim wyznaniu. Nie pozwólmy, aby to radosne rozesłanie Jezusa zanikło przez nasze zaniedbanie, nieraz lenistwo i niechęć.

Dzisiejszy świat niesie ze sobą takie prądy jak sekularyzacja, laicyzacja, czy zupełna bezreligijność. Pociągają za sobą wielu, których zachwyca technika, modernizm, jednak miejmy na uwadze fakt, że my jesteśmy tutaj na ziemi tylko przechodniami, pielgrzymami. A sam człowiek jako istota jest tak kruchy, że naprawdę niewiele trzeba, aby go zgładzić. Dlatego nie warto odchodzić od tego, co jest prawdziwe i trwałe. Wszystko, co ludzką ręką zbudowane jest zniszczalne. A wieczne jest tylko to, co jest Boże. Trwajmy, zatem przy tym, co nie ludzką ręką zbudowane, co jest wieczne. Idźmy przez życie, świat z Jezusem, z Jego Ewangelią, z Kościołem, nie marnujmy Jego zapewnień, nie marnujmy dzieła apostołów, nie zmarnujmy w końcu dzieła i naszych przodków. Twórzmy każdego dnia chrześcijaństwo i Kościół – nie zmarnujmy tego wszystkiego, co nam przekazano. Nie wstydźmy się Jezusa, Jego Ewangelii i Kościoła, ale idąc przez życie nieraz w ucisku i biedzie, dajmy świadectwo o naszym powołaniu. Nierzadko na drodze tego naszego powołania pojawią się przeszkody i zapory. Nieraz sam spotkałem się z kpiną czy szydzącym uśmieszkiem, ze strony innych osób, gdy im oświadczyłem, że studiuję teologię. Nieraz też doświadczyłem kpiny z tego, że jestem ewangelikiem, ale ja jestem dumny z tego stanu rzeczy i nie wstydzę się tego, co robię. Niech każdy z nas przyobleczony w to Boże zawołanie: idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody. Niech każdy z nas na swoje możliwości zwiastuje, rozpowszechnia i przede wszystkim świadczy własnym życiem, postawą o tym, że jest chrześcijaninem, luteraninem, aby każdy z nas mógł powtórzyć w sercu słowa z Listu do Hebrajczyków: Lecz my nie jesteśmy z tych, którzy się cofają i giną, lecz z tych, którzy wierzą i zachowują duszę....

Czego życzę każdemu z was jak i sobie, kończąc słowami Nie bój się, bo Ja jestem z tobą.

                                                

Amen.

 

 

 

Strona główna | O nas | Historia | Nasze wyjazdy | K A Z A N I A | ROZWAŻANIA | Anegdotki ;) | Linki | Aktualności | Kontakt

 

© 2005 Zespół Cantate działający przy parafiach Jaworze i Stare Bielsko
Prosimy bez naszej wiedzy i zgody nie publikować, ani w żaden inny sposób nie wykorzystywać materiałów zawartych na tej stronie.
Uwagi na temat strony prosimy kierować do
administratora <Krzysztof Labza -członek zespołu> Ostatnia aktualizacja: 16 czerwca 2005.