Wspólnota w Chrystusie.
Ci więc, którzy przyjęli słowo jego, zostali
ochrzczeni i pozyskanych zostało owego dnia około trzech tysięcy dusz. I
trwali w nauce apostolskiej i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w
modlitwach. A dusze wszystkich
ogarnięte były bojaźnią, albowiem za sprawą apostołów działo się wiele cudów
i znaków. Wszyscy zaś, którzy uwierzyli, byli razem i mieli wszystko
wspólne, i sprzedawali posiadłości i mienie, i rozdzielali je wszystkim, jak
komu było potrzeba. Codziennie też jednomyślnie uczęszczali do świątyni, a
łamiąc chleb po domach, przyjmowali pokarm z weselem i w prostocie serca,
chwaląc Boga i ciesząc się
przychylnością całego ludu. Pan zaś codziennie pomnażał liczbę tych, którzy
mieli być zbawieni. (Dz 2, 41-47)
Drogie siostry i bracia w
Panu naszym Jezusie Chrystusie. Tekst, który pragniemy rozważać i do serc
naszych przyjąć opisuje życie religijne pierwszego zboru chrześcijańskiego.
Ale zastanówmy się najpierw: Jak życie ludzi wyglądało wcześniej, a
zauważymy, iż od początku z człowiekiem był Bóg i go nie opuszczał.
Bóg poprzez
powołanie Abrahama wyciąga swoją rękę do ludu izraelskiego, wyrywa go spod
panowania Egiptu. Bóg pomaga ludowi, mimo iż ten przeklina przeciwko Bogu i
Abrahamowi. W końcu wszechmogący Bóg zawiera przymierzę z ludem izraelskim,
przez co zaangażował się w jego dzieje, ochraniał go, prowadził i powierzył
mu obietnice zbawienia. Mimo to, iż nie wszyscy wierzyli w Boga i Jego moc,
na przykład poganie. Jak pisze prorok byli oni pogrążeni w mrokach
bałwochwalstwa i grzechu, zamierzał Bóg wkroczyć w ten ciemny świat pogan i
dać się poznać mieszkańcom krainy mroków
- czytamy u Izajasza. Bóg również obiecał ludowi izraelskiemu przez proroków
przyjście Chrystusa i miał on być zbawicielem nie tylko Ludu Izraelskiego,
ale wszystkich ludzi niezależnie od ich pochodzenia i narodowości. Ta
zapowiedz, drodzy, zmieniła radykalnie ludzkie życie. W Chrystusie każdy
może stanąć przed obliczem Najwyższego. Jezus jako ten jedyny pośrednik
pomiędzy Bogiem i nami dał wyraz swojej mocy już na ziemi poprzez swoje
cuda.
Jednym z
najbardziej znanych cudów Jezusa było nakarmienia pięciu tysięcy ludzi
pięcioma chlebami i dwiema rybami. Na kartach wszystkich czterech Ewangelii
możemy doszukać się wielu takich fragmentów traktujących o rzeczach
niezwykłych, jakich dokonywał Jezus w czasie swojej ziemskiej działalności.
Uzdrawianie nieuleczalnie chorych, kalekich, wzbudzanie z martwych i wiele,
wiele innych. Te wszystkie wspaniałe wydarzenia, cuda, nie były przypadkowe,
ani czynione bez konkretnego, dalszego celu, poza oczywiście samym faktem
uwolnienia od nieszczęścia czy bólu, ale Jezus czyniąc cuda miał na celu
uświadomienie ludowi, iż On jest prawdziwym Synem Bożym, oraz poprzez te
cudowne znaki zapowiada zbliżające się Królestwo Boże. Bóg jak gdyby
uwierzytelnił Jezusa Chrystusa przez te niezwykłe czyny, cuda i znaki. To
samo też wyraził Jezus o sobie w słowach: Te
właśnie dzieła, które czynię, świadczą o mnie, że Ojciec mnie posłał.
- Co więcej, cuda Jezusa miały nierzadko charakter wiarotwórczy. Przed samym
aktem np. uzdrowienia z nieuleczalnej choroby, Jezus przeprowadzał z chorym,
na osobności niezwykłą rozmowę, padały wówczas tam pytania:
Czy wierzysz?,
lub stwierdzenia, takie jak: Wiara twoja
uzdrowiła cię!. Poprzez taką rozmowę, oraz dokonany cud,
uzdrowieni głęboko zawierzyli Bogu, Jezusowi i Jego Ewangelii.
Wszystkie te, można by
powiedzieć nadprzyrodzone wydarzenia, cudowne dzieła Jezusa przyciągały do
Niego wielu wyznawców, mnóstwo ludu zachwyconego Jego niespotykanymi
możliwościami i fantastycznymi dokonaniami. Tak też jest i w naszym tekście,
czytamy, iż za Jezusem podążało tysiące ludzi, słuchając Jego nauk, biorąc
udział w tych niezwykłych dokonaniach. Warto w tym miejscu zastanowić się,
co faktycznie przywiodło aż tylu ludzi do Jezusa. Czy była to prawdziwa i
szczera chęć słuchania Chrystusa i zapoznania się z Jego nauką, czy być
może kierowała tych ludzi jedynie ta ludzka ciekawość, żądza oglądania
rzeczy spektakularnych, niesamowitych? Jezus miał świadomość, iż wielu było
wówczas wśród tego ogromu, właśnie takich ludzi, których przywiodło do Niego
tylko zaspokojenie własnej ciekawości.
Zastanówmy się,
drodzy, czy podobnie nie dzieje się i z nami? Jakże często, bowiem zdarza
nam się bywać w Kościele, Słuchać Słowa Bożego tylko w czasie Świąt,
bądź też podczas wielkich uroczystości Kościelnych, zaniedbując niedzielne,
cotygodniowe nabożeństwa? Do Kościoła popycha nas jedynie chęć uspokojenia
sumienia, chęć pokazania się innym, zobaczenia czegoś nowego, innego, być
może ciekawego. I gdzie tutaj można odnieść słowa autora Dziejów
Apostolskich: codziennie też jednomyślnie
uczęszczali do świątyni, a łamiąc chleb po domach, przyjmowali pokarm z
weselem i w prostocie serca.
Bóg w Synu swoim,
Jezusie Chrystusie powołał sobie lud, społeczność wierzących w Jezusa jako
Pana i Zbawiciela. Kto uwierzy w Jezusa Chrystusa i wyzna, że on jest Synem
Bożym ten staje się członkiem społeczności dzieci Bożych jak czytamy w
liście do Efezjan: tak już nie jesteście obcymi
i przechodniami, lecz współobywatelami świętych i domownikami Boga.
I taką właśnie społeczność opisuje Łukasz w Dziejach Apostolskich, o
której składa piękne świadectwo: i trwali w
nauce apostolskiej i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach.
Droga siostro i
bracie w tym to fragmencie autor podaje nam fundamentalne zasady, cechy
społeczności chrześcijańskiej tzn. trwanie w nauce apostolskiej, we
wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwie. Świadectwo o Bożym czynie w
Jezusie Chrystusie, Słowo żywego Boga – to jest nauka apostolska. Z tego
Słowa czerpie życiodajną siłę człowiek i jego wiara, na to też wyjątkowy
nacisk kładła Reformacja! Ze słuchania słowa Bożego rodzi się wiara i
nadzieja i ufność, to też, dlatego głównym elementem naszych ewangelickich
nabożeństw jest kazanie, czyli rozważanie Bożego Słowa i powinno ono być mu
podporządkowane. Kazanie powinno przybliżać wiernym dobrą nowinę, jaką
pozostawił nam Jezus, a nie być czasem do przekazywania treści niezwiązanych
z życiem duchowym człowieka, przykładem tego jest wszelkiego rodzaju
politykowanie na ambonach.
Drodzy dzisiejsze
Słowo również jest przesłaniem ekumenicznym. Duch Boży przez słowa ap. Pawła
napomina nas, abyśmy jako członkowie Chrystusowego Kościoła zawsze byli
jednej myśli, mając tę samą miłość. Nie
powinniśmy czynić nic jak pisze ap.: z
kłótliwości ani przez wzgląd na próżną chwałę. Drodzy
jednakże spójrzmy na ten nasz Polski ekumenizm. Niestety często wygląda on
na ekumenizm po „czyjemuś”. Musi być tak jak my mówimy! Tylko my mamy
prawdę! Tylko my dajemy zbawienie! Tylko dzięki wierności nam można otrzymać
zbawienie! – Tak często te zdania słychać od zwierzchników kościelnych,
gdzie w tym wszystkim pokora, modlitwa o jedność, przecież drodzy nigdy nie
dojdzie do połączenia administracyjnego wszystkich kościołów
Chrześcijańskich - jeśli tak ktoś myśli, to marzy mu się dobru biznes! Ale
trzeba dążyć do jedności modlitwy, do wzajemnego pomagania sobie, przecież
wszyscy katolicy, prawosławni i ewangelicy i ci, którzy jeszcze w Jezusa nie
uwierzyli, jesteśmy dziećmi Bożymi, odkupionymi krwią Jezusa Chrystusa, Pana
Zbawiciela wszystkich ludzi. Pozwólcie, że przytoczę wam drodzy dwa skrajne
przykłady polskiego ekumenizmu.
1.
Pewien
ewangelicki ksiądz opowiedział mi następującą sytuację. Po ekumenicznym
nabożeństwie w Kościele Rzymskokatolickim, został zaproszony na skromne
przyjęcie. Miało to miejsce podczas Tygodnia Modlitwy o Jedność Chrześcijan.
Podczas tego spotkania, przemawiał zwierzchnik katolicki i na pytanie: Czym
jest dla niego ekumenizm? Odpowiedział: Uprawiamy ekumenizm, bo nam
papież kazał!
2.
Drodzy
jednakże widać przysłowiowe światło w ciemnym tunelu i tym światełkiem jest
drugi przykład. W minionym roku byłem zaproszony przez jednego z katolickich
katechetów, aby zrobić wykład o Protestantyzmie w jednym z warszawskich
gimnazjów. Parę miesięcy po tej dość długiej (dwugodzinnej) lekcji,
zadzwonił ów katecheta do mnie i powiedział: Lekcja, którą prowadziłeś,
bardzo spodobała się wszystkim. Szczególnie zaś zainteresował się Kościołem
Luterańskim jeden chłopak. Posyłam go do ciebie, przyjmij go!
Drodzy! Czy Jezus może się
prawdziwie radować z naszej wspólnoty, z naszego życia religijnego,
duchowego?
Zwróćmy uwagę na to, że to
Pan Jezus pierwszy zatroszczył się o ludzi zanim oni jeszcze sobie
uświadomili, że Go potrzebują. To od Niego wychodzi ta pierwsza inicjatywa,
pierwsza troska i zmartwienie, zanim jeszcze dotrze ona do nas samych. Jezus
troszczy się o wszystkie nasze potrzeby, wie o naszych zmartwieniach,
dlatego też On pochyla się przed nami każdego dnia z szeroko rozpostartymi
ramionami i mówi: Pójdźcie do mnie wszyscy,
którzy jesteście spracowani i obciążeni a Ja wam dam ukojenie.
Bóg jest zawsze z tymi, którzy Go miłują, a jeszcze bliżej jest z
grzesznikami zagubionymi i znękanymi życiem. Drodzy! Ja wiem, że Bóg stoi
obok każdego z nas. Patrzy, jak Jego dzieci bawią się zabawkami, które im
dał. Cieszy się naszym szczęściem, smuci naszymi porażkami. Jest dumny z
naszych dobrych wyborów. Jak każdy rozsądny Ojciec, który ukształtował swoją
latorośl, aby oddać ją światu – tak i On, szanując naszą wolność i nie
ingerując w nasze życie, czeka na efekty swojego wychowania. Pozwala
dzieciom bez opamiętania grać w „pokera”, jakim jest życie, pozwala przegrać
wszystko, co mamy, bowiem wie, że nadejdzie czas, kiedy jego latorośl zwróci
się do Niego ponownie z prośbą o pomoc, a On przyjmie bez żadnych wymówek
swojego syna marnotrawnego. Jednak żaden Ojciec nie chce, aby jego syn
dotknął samego dna, by zrozumieć wówczas, jakie niebezpieczeństwa czyhają na
niego w świecie. Dlatego też Jego słowo jest jakby drogowskazem na szlaku
naszego życia, które ostrzega nas, nakazuje i jednocześnie zakazuje pewnych
rzeczy. Przestrzeganie tych znaków, podporządkowanie się im pozwala
spokojnie i szczęśliwie dotrzeć do celu naszej podróży, jakim jest Królestwo
Boże i życie wieczne. Pan Bóg wie o naszym codziennym pośpiechu i nawale
pracy, które nieraz oddala nas od modlitwy, Słowa Bożego czy Kościoła, ale
Pan Bóg nie mówi zostawcie to, co was martwi i niepokoi na boku, ale mówi do
nas zupełnie inaczej:
Szukajcie najpierw Królestwa Bożego i
sprawiedliwości Jego, a wszystko inne będzie wam dodane. I w tych
słowach znajdujemy rozwiązanie. Miejmy w naszym życiu przede wszystkim czas
dla Boga, a całą resztę możemy złożyć na Jego ręce. Podobnie jak było z tymi
pięcioma tysiącami ludzi, którzy nie martwili się o własne potrzeby, ale
zawierzyli całym sercem Jezusowi, zupełnie poddali się Jego prowadzeniu, a w
konsekwencji Jezus zatroszczył się o nich. My jako chrześcijanie,
spadkobiercy nauki Jezusa nie możemy sobie pozwolić na jakiekolwiek
zrezygnowanie czy beznadziejność. Nie wypada nam przyjmować takiej postawy,
jaką przyjęli uczniowie z tego obrazu, którzy stali bezradnie przed Jezusem
i jedynie wyznali: Jest tutaj chłopiec, który ma
pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby, lecz cóż to jest dla tak wielu.
Nie może być w naszym życiu miejsca na jakiekolwiek powątpiewanie,
czy szemranie, ale zawsze i z pokorą powinniśmy przychodzić do Boga z
własnymi potrzebami i troskami i mieć żywą nadzieję wysłuchania i spełnienia
tego, o co prosimy. Polegając, bowiem tylko na naszych siłach - Czy nasze
ręce nie są wówczas bezradne? Czy jesteśmy w stanie podołać temu
wszystkiemu, z czym przychodzi do nas współczesny świat, sami bez Boga?
Tajemnica radosnego i spokojnego życia polega na ciągłym przychodzeniu do
Jezusa w pokorze i z pochyloną głową z pustymi rękoma, aby czerpać od Niego
całymi garściami to, czym nas obdarowuje.
Jeżeli pragniemy wynieść
jakąś duchową korzyść z tej Ewangelii, powinniśmy przede wszystkim widzieć
Jezusa jako przychodzącego do nas, pełnego miłości i wyrozumiałości brata
wołającego: Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy
jesteście spracowani i obciążeni, a Ja wam dam ukojenie. Są to
niezwykłe Słowa, które budzą nadzieję i otuchę, że nie jesteśmy tutaj sami,
ale jest Ktoś, kto nas prowadzi, strzeże i zaopiekuje się nami. Te słowa
powinny być wyryte w sercu każdego, bowiem za tymi słowami kryje się
niezwykła moc, która pokona wszelkie przeciwności. Nie odchodźmy od Jezusa,
bowiem wówczas, biorąc sprawy w swoje ręce może nam zabraknąć duchowego
pożywienia i napoju, jakże potrzebnego do prawidłowego funkcjonowania. Będąc
z dala od Niego wtedy z pewnością da o sobie znać głód duszy, serca,
słabości i bezradności.
A na koniec drodzy
wysłuchajcie drodzy historii pewnego człowieka: człowiek ten szedł przez
pustynię, ale widoczne za nim były dwa ślady. Były to ślady jego i Pana,
który mu towarzyszył. W Pewnym momencie człowiek ten obejrzał się wstecz i
zauważył, że w pewnych momentach jego życia, na piasku pozostał tylko jeden
ślad. Były to najcięższe chwile jego życia, były to choroby, cierpienia,
zwątpienie. I rzekł ten człowiek do Pana: Dlaczego w tych chwilach, kiedy
najbardziej Ciebie potrzebowałem opuściłeś mnie, dlaczego wtedy nie było
Ciebie przy mnie, dlaczego mi nie pomogłeś! Wtedy Pan rzekł mu: W tych
najcięższych chwilach twego życia nie opuściłem cię, Ja ciebie niosłem na
swoich ramionach, abyś mógł, co złe przezwyciężyć, i dlatego pozostał jeden
ślad na piasku. Drodzy idźmy zawsze z Bogiem, gdyż wtedy zawsze on nas w
chwili słabości podniesie na swoje ramiona. I niech Ta nadzieja,
niekończącej się miłości Boga, wyda w sercach naszych ogromny plon wiary i
ufności w to, że gdziekolwiek jestem Pan jest ze mną.
Amen.
