Kościół - gra zespołowa.
Nie dzięki mocy ani dzięki sile, lecz dzięki mojemu Duchowi to się stanie –
mówi Pan Zastępów.
Za 4, 6
Święta
Zasłania Ducha Świętego to dobra okazja, aby rozejrzeć się baczniej po swym
parafialnym „podwórku”. Czy w codzienności naszego zabieganego życia
zauważamy jak wiele dzieje się w naszych parafiach? Ile inicjatyw, pomysłów
ma miejsce w naszych zborach? Bogactwo Kościoła to szeroki wachlarz
różnorodności, od parafialnych chórów i zespołów, poprzez różne, łączące
ludzi sobie podobnych, „koła”, a skończywszy na ogromnej rzeszy drobnych,
pojedynczych, czasem nawet jednorazowych inicjatyw zaangażowanych w służbę
naszych Sióstr i Braci. Kościół dziś tak wiele proponuje! Niemal każdy może
znaleźć coś dla siebie, a nawet, jeśli nie znajdzie, to cóż stoi na
przeszkodzie, aby rozpocząć coś nowego, wyjść z propozycją?
Tymczasem, niestety, coraz bardziej stajemy się „niedzielnymi
chrześcijanami”. Wpadamy od czasu do czasu na nabożeństwo, tak jak kibice na
mecz, a w międzyczasie żyjemy własnym życiem. Kościół niewiele nas obchodzi,
chcemy mieć święty spokój. O wiele łatwiej przychodzi nam skrytykować
„zawodnika, który źle podał piłkę”, niż samemu zadać sobie trud „wejścia na
boisko”.
Każdy,
kto choć raz próbował swych sił w jakiejkolwiek grze zespołowej wie
doskonale, jak istotne jest by stworzyć zgrany zespół, by zawodnicy
rozumieli się bez słów, wyczuwali intencje partnerów i znali swoje miejsce w
drużynie. Taki zespół nie powstaje nagle, w ułamku sekundy, lecz rodzi się
powoli, w trudzie i znoju wspólnych ćwiczeń, treningów, w rezygnacji z
realizacji własnych, indywidualnych ambicji i poświęcaniu ich dla wspólnych
celów.
Tak jak
celem drużyny jest wygrać mecz, tak i Kościół ma swoje zadanie – trwać we
wspólnocie i poprzez to głosić Ewangelię. W arcykapłańskiej modlitwie Jezus
prosił, „aby wszyscy byli jedno, jak Ty, Ojcze we mnie, a Ja w Tobie,
aby i oni w nas jedno byli, aby świat uwierzył, że ty mnie posłałeś” (J
17, 21).
Wspólnota wiernych jest
widzialnym świadectwem obecności Boga w świecie. Teolog protestancki,
Dietrich Bonhoeffer ujął to jeszcze precyzyjniej:
„Chrystus egzystujący jako
Zbór jest ostatecznym objawieniem Boga ustanowionym dla świata”. A to
znaczy, że postronny, niewierzący człowiek, obserwując nasze parafialne
podwórko powinien poczuć się zachęcony i zaintrygowany tym, co tam się
dzieje. Parafialne życie nie jest tylko naszą prywatną sprawą, lecz jest
„meczem” rozgrywanym na oczach setek postronnych widzów. Jaka to ogromna
odpowiedzialność!
Tymczasem my często unikamy tej odpowiedzialności, próbując raczej obarczyć
nią kogoś „innego”. To „inny” jest winny temu, że w parafii źle się dzieje,
to „inny”, „ktoś” powinien zabrać się do roboty. Czy to nie jest postawa
kibica?
Wielu z
nas mimo to stara się być aktywnymi i wnieść swój udział w parafialne życie,
ubogacić je w jakiś sposób. Zdarza się jednak, że takie osoby odchodzą
zniechęcone ciężarem współpracy. Bo przecież jesteśmy tak różni, tak często
inaczej widzimy ten sam problem, tak trudno nam zrozumieć punkt widzenia
siostry czy brata!
Być może popełniamy błąd,
unifikując wspólnotę, utożsamiając jedność z identycznością. Chcielibyśmy,
żeby wszyscy rozumieli Boże Słowo tak samo jak my, żeby chwalili Boga
konkretnym gatunkiem pieśni – najlepiej takim jak my, aby angażowali się w
życie parafialne tak jak my, najlepiej by w ogóle myśleli tak jak my! Jakże
prosta byłaby wtedy współpraca!
Ale czy nasze parafialne
życie byłoby równie bogate i różnorodne? Czy podobałby nam się świat, gdyby
jedynymi kwitnącymi kwiatami były róże???
Bogactwo
naszej wzajemnej wielości, wszechstronność i różnorodność talentów niesie z
sobą i trud nieustannego kompromisu. Życie chrześcijanina to nie szeroka
droga usłana płatkami róż, lecz raczej wąska ścieżka pełna cierni i ostów,
ustawicznego wyrzekania się siebie, rezygnacji z własnych ambicji. A my
przecież jesteśmy takimi egoistami! Z ludzkiego punktu widzenia taka
wspólnota nie powinna była przetrwać. Ale jednak trwa! Już, niemal 2 tyś
lat!
Nie
dzięki mocy ani dzięki sile, lecz dzięki mojemu Duchowi to się stanie – mówi
Pan Zastępów.
Amen.
