Najbardziej pewna
inwestycja
Przez wiarę usłuchał Abraham, gdy został powołany, aby pójść na miejsce,
które miał wziąć w dziedzictwo; i wyszedł, nie wiedząc, dokąd
idzie.
Hbr 11, 8
Ten
krótki fragment Listu do Hebrajczyków pokazuje nam bardzo istotny
skrawek chrześcijańskiego doświadczenia: irracjonalność wiary.
Człowiek
podejmując decyzje odnośnie przyszłości stara się maksymalnie zminimalizować
ryzyko związane z przedsięwzięciem. Analizuje, przelicza koszty, symuluje
możliwy rozwój wypadków, potencjalne zyski – to wszystko po to, by
ograniczyć do minimum ryzyko, by szansa powodzenia była jak największa. Tak
dzieje się na każdym niemal kroku. Szukając nowej pracy, wybierając szkołę,
zmieniając miejsce zamieszkania, rozkręcając jakiś interes przede wszystkim
kierujemy się rozsądkiem, rozum, jest dla nas najważniejszym doradcą.
Jednak w
sprawach wiary rozum zaczyna się gubić, czuje się mocno zakłopotany.
Abraham wyszedł, nie wiedząc, dokąd idzie – czy to nie było przedsięwzięcie
zbyt ryzykowne? Przecież miał już 75 lat! Rozsądek nakazywałby upewnić się,
zbadać teren, wysłać posłańców, zanim wyruszy z całym swoim dobytkiem.
A jednak Abraham nie tracił
czasu na kalkulacje. Bóg go zawołał i ten poszedł. Pomyślmy jak musiał czuć
się ten mąż Boży, gdy ludzie pytali go: Dokąd idziesz? Gdzie chcesz się
zatrzymać? Co tam będziesz robić? A on zmuszony był odpowiadać: Nie wiem.
Nie wiem. Nie wiem. Co pomyślelibyśmy sobie o takim człowieku? Głupi?
Nierozsądny? Obłąkany? Zostawia rodzinę, na którą może liczyć, porzuca
materialną stabilizację i wyrusza nie wiedząc, dokąd?
A co
pomyślelibyśmy o Noem, który nagle, na stałym lądzie rozpoczyna budowę
wielkiego statku. Wariat? Szaleniec? Przecież morze jest daleko! Jak on
zwoduje ten olbrzymi statek? Ale to jeszcze nic. Czytamy, że gdy arka była
gotowa Bóg kazał Noemu wejść do niej razem ze wszystkimi zwierzętami. Noe to
uczynił, drzwi arki zostały zamknięte i czytamy w 10 w. 7 r.:
Po siedmiu dniach spadły
na ziemię wody potopu.
Minęło 7 dni zanim spadła
pierwsza kropla deszczu! 7długich dni. Możemy sobie wyobrazić, co działo się
na zewnątrz arki: szyderstwa, kpiny sąsiadów. Co mógł myśleć Noe w tym
czasie?
Może się pomyliłem? Może źle
Boga zrozumiałem? Może jestem obłąkany?
Wiara
jest dla rozumu przedsięwzięciem wysoce ryzykownym. Tu rozsądne kalkulacje
niewiele pomogą. Wiary nie da się skalkulować, rozplanować, przewidzieć
rozwoju wypadków.
Jana 3:8 Wiatr wieje,
dokąd chce, i szum jego słyszysz, ale nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd
idzie; tak jest z każdym, kto się narodził z Ducha.
Nie
jesteśmy w stanie przewidzieć tego, co Bóg ma dla nas w zanadrzu. Nasz rozum
musi skapitulować, rozsądek, przedsiębiorczość, racjonalne podejście musi
ustąpić miejsca irracjonalnemu zaufaniu. Intelekt musi przyznać się sam
przed sobą, że nie jest w stanie wszystkiego zrozumieć.
I oto okazuje się, że wiara
jest ogromnym ryzykiem, ale tylko dla tych, którzy swe zaufanie chcą
pokładać w sobie samych, w swoim potencjale, w swych zdolnościach; którzy za
wszelką cenę chcą sami rozdawać karty w grze swojego życia.
Tymczasem to Bóg jest głównym reżyserem tej gry. Bóg, który mas swój czas i
swój plan niepodlegający regułom ludzkiego rozumu. Bóg, który przez swoje
Słowo zachęca nas do wiary. Do wiary, która, jak powiada Luter „jest żywym,
zuchwałym zaufaniem w Bożą łaskę.” Jest pewnością tego, czego się
spodziewamy, przeświadczeniem o tym, czego jeszcze nie widzimy (Hbr 11, 1).
Postawić na Boga, zaufać
nawet wbrew logice – to wbrew pozorom najbardziej pewna inwestycja! Amen.
